Archiwalny artykuł – Dziennik Bałtycki*

Sportowa dyscyplina, w której Polska jest światową potęgą? Jest taka – organizujemy prestiżowe turnieje (w ubiegłym roku np. mistrzostwa Europy), wygrywamy je albo mieścimy się w czołówce. Nie trzeba do nich stadionów za miliony euro ani legendarnych trenerów. Nie potrzeba nawet wielkiej widowni, chociaż oczywiście wskazane byłoby zainteresowanie. 

* przedruk artykułu z 2012r. Dziennik Bałtycki

Obowiązkowe są za to pasja i nieco szarych komórek, zaprawionych w analizowaniu sytuacji, a tego, jak się okazuje, w Polsce nie brakuje. Choć raczej niewielu o tym słyszało, tym sportem, w którym odnosimy niemal same sukcesy, jest brydż. Tylko dwa lata temu na mistrzostwach Europy w Ostendzie Polacy zdobyli złoty medal seniorów i srebrny medal open, cztery medale na mistrzostwach Europy juniorów w Chorwacji, złoty medal na akademickich mistrzostwach świata na Tajwanie i dwa złote medale dla reprezentacji męskiej i żeńskiej w drużynowych MŚ juniorów w Filadelfii.

I tak jest od kilkudziesięciu lat – polscy brydżyści zdobywają medale na wszystkich imprezach mistrzowskich w Europie i na świecie. Z krótkiej sondy przeprowadzonej wśród znajomych w różnym wieku dowiaduję się, że do brydża potrzebne są: zielony stolik (- Niepotrzebny – śmieje się Piotr Suchodolski, prezes pomorskiego Związku Brydża Sportowego), czterech graczy (- Albo więcej, ale powinny to być czteroosobowe zespoły), talia 52 kart – od dwójek do asów (- Niezbędne – potwierdza Suchodolski), dużo czasu, popołudnia i wieczory (- Wskazane), zdolności matematyczne, najlepiej wybitne (- To nieprawda, wielu humanistów odnosi w brydżu znaczne sukcesy). – A w brydża w ogóle ktoś jeszcze gra? – dziwi się znajoma dwudziestolatka, której kojarzy się on z rodzinnymi opowieściami o emocjonujących robrach, rozgrywanych przez rodziców w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, gdy jej jeszcze nie było na świecie, między jedną a drugą sesją egzaminacyjną na studiach, i przez dziadków w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, gdy podobno nie było innych rozrywek. – Rzeczywiście taka jest powszechna opinia o brydżu – przyznaje socjolog Jacek Kuziemski, sam zapalony brydżysta, który zbiera materiały do doktoratu o zmianach w sposobie spędzania wolnego czasu przez Polaków na przestrzeni ostatniego dwudziestolecia. – Że to gra poprzednich pokoleń, dobrych domów, z przedwojenną tradycją, elitarna. I bardzo trudna, więc nie ma co próbować nawet się uczyć. W 2010 roku pojawiła się książka Mai i Jana Łozińskich, przybliżająca obyczajowość polską XIX wieku i okresu międzywojennego. Autorzy szukali materiałów do niej w pamiętnikach, wspomnieniach, relacjach, w ówczesnej prasie. Książka ma znamienny tytuł:

„Narty – Dancing – Brydż”. – To kwintesencja naszych skojarzeń, związanych z brydżem – ocenia Kuziemski. – Elita, rozrywka wyższych klas.

Tymczasem ostrożne obliczenia mówią, że reguły brydża znają ponad dwa miliony Polaków. Niemal siedem tysięcy jest zrzeszonych w Polskim Związku Brydża Sportowego i regularnie uczestniczy w rozgrywkach ligowych. Jednak Alison Nissen, Dunko-Amerykanka, od kilku lat mieszkająca w Gdańsku, zawsze myślała, że nie jest w stanie nauczyć się rozgrywki brydżowej. – Brydż jest popularny na całym świecie, zawsze mnie do tej gry ciągnęło, ale wydawało mi się, że ja, humanistka, nie mam w niej czego szukać.

No, że za głupia do tego jestem. W Polsce trafiłam na ludzi, którzy grają i którzy namówili mnie, żebym spróbowała. Mówili – jaki problem nauczyć się liczyć do trzynastu! [Maksymalnie tyle lew, czyli zbiorów kart zrzuconych na stół przez wszystkich graczy w jednym okrążeniu, można zebrać – przyp. red.]. A w końcu o to chodzi – sprawdzić karty, zadeklarować w licytacji zebranie konkretnej liczby lew i zrealizować ten kontrakt. W rezultacie, po kilku latach, Alison należy do związku brydża sportowego, bierze udział w turniejach, a jeden nawet wygrała. – Jest nawet takie powiedzenie „Łosiu, licz do trzynastu”! – mówi Roman Rudnicki, też członek gdańskiego związku. – Najtrudniej jest uwierzyć w to, że można się zasad brydża nauczyć na tyle, żeby zacząć wygrywać. Piotr Suchodolski zaczynał jeszcze w szkole średniej, obserwując niedzielne robry, organizowane przez wujostwo i rodziców. Potem przeszedł, jak większość, granie studenckie, które akurat u niego nie skończyło się po obronie pracy magisterskiej. – Można już było pograć w internecie i grało się nam na tyle dobrze, że zorganizowaliśmy spotkanie tej internetowej grupy, potem zaczęliśmy grać w lidze. Struktura jest taka jak w innych sportach: ekstraklasa, I liga, druga, trzecia. I tylko od umiejętności i od zwycięstw zależy, gdzie jesteś. Podobnie Jacek Kuziemski – podstawy wyniósł z domu, więcej nauczył się od kolegów, tyle że w przeciwieństwie do Piotra, który gra w brydża sportowego, on zatrzymał się na brydżu towarzyskim. A to niemal dwie różne gry. Brydż towarzyski to pełna spontaniczność – każdy stolik dostaje inaczej rozdane karty, ich układ się nie powtarza. W brydżu sportowym wynik z jednego rozdania jest porównywany z wynikami osiągniętymi przez innych graczy, bo rozgrywają to samo rozdanie z takim samym układem kart. – To maksymalnie ogranicza element przypadku związany z rozkładem kart – tłumaczy Piotr. – Wynik zależy więc nie od układu kart, a od umiejętności gracza.

Tasuje maszyna, gracze biorą karty ze specjalnego pudełka. I nie wykładają ich na środek stołu, tylko kładą je obok siebie, a potem karty trafiają z powrotem do pudełka, które dostaje inny stolik. – To bardzo emocjonuje, jak widzisz, w jaki sposób inni rozgrywają karty, które wcześniej ty wygrałaś – wyjaśnia Alison. Brydżyści sportowi uważają, że brydż towarzyski to tylko wprawka. Brydżyści towarzyscy z respektem traktują sportowych, ale lubią ten element braku organizacji, zapisywanie robrów na wyświechtanych karteluszkach, dogadywanie się w licytacji różnymi systemami.

– To tak jak w przypadku sportów fizycznych – ocenia Jacek Kuziemski. – Na przykład – jeden jeździ na rowerze po lasach, drugi startuje w Tour de Pologne. Cel inny, satysfakcja na mecie taka sama. Tych, którzy wolą sportową adrenalinę, jest jednak coraz więcej. Jeśli ktoś myślałby, że nie ma gdzie i z kim trenować, to wystarczy, że zajrzy na stronę gdańskiego związku www.bridge.gda.pl. W poniedziałki gra się w Gdańsku, Rumi i Słupsku. We wtorek – w Gdyni, w Ustce, Kwidzynie, Człuchowie, Starogardzie, Tczewie, Wejherowie, Pruszczu i znowu w Gdańsku, w klubie studenckim. W środę – w Starogardzie, w czwartek – w Rumi, Gdańsku i Pruszczu, w piątek – znów w Gdańsku. – Oprócz tego w poniedziałki i soboty mamy turnieje, a w środy w gdańskiej synagodze prowadzone są zajęcia dla tych, którzy chcą się brydża nauczyć – wyjaśnia Piotr Suchodolski. – Może przyjść każdy, początkujący, bardziej czy mniej zaawansowany, wystarczy, że chce uprawiać ten sport. Wiek nie ma znaczenia, chociaż oczywiście bardzo nam zależy na młodych graczach. Suchodolski ma troje dzieci i każde z nich potrafi grać w brydża. Jednak sukcesy odnosi przede wszystkim najstarsza, 15-letnia córka. – Brydż to gra, gdzie potrzebne jest doświadczenie, praktyka – mówi Piotr. – Dobrze jest zacząć jak najwcześniej, rozegrać jak najwięcej partii, zapamiętywać jak najwięcej wistów. Na Pomorzu jest kilka silnych grup, szkolących dzieci i młodzież – choćby sopocki dom kultury, ośrodek we Władysławowie i w Słupsku. W Polsce są nawet szkoły, w których zorganizowano klasy brydżowe. – Brydż wymaga stosowania w praktyce rachunku prawdopodobieństwa, a przy okazji uczy współpracy – tłumaczyła powstanie takiej klasy dyrektorka jednego z krakowskich gimnazjów. Do klasy brydżowej początkowo trafiali tylko uczniowie z dobrymi ocenami z matematyki, potem rozszerzono ją też o humanistów.

Jednym z najczęściej nagradzanych w ostatnim roku polskich brydżystów jest piętnastoletni Michał Klukowski z Wrocławia. Jest tak dobry, że zadebiutował już nawet w dorosłej reprezentacji Polski w towarzyski meczu z Francją. Pierwszy turniej wygrał w 2008 roku, mając jedenaście lat. Początkowo uczył go ojciec. – Nie dotrzymuję mu już kroku – mówił ostatnio w wywiadzie, opublikowanym w „Świecie brydża”. A sam Michał potrafi z pamięci dokładnie opisać to rozdanie kart w turnieju sprzed roku, które go najbardziej zaskoczyło.

Brydż i muzyka to dwa światowe, uniwersalne języki – Deng Xiaoping.

Wielkim amatorem brydża był Winston Churchill. Właścicielem jednej z najpopularniejszych wśród brydżystów strony internetowej Bridge Base jest Bill Gates. We wtorkowe popołudnie, o godz. 17.43 było na niej zalogowanych dokładnie 10 492 osoby. 468 z nich to byli Polacy, grający w brydża w sieci w tym właśnie momencie. W tegorocznych młodzieżowych mistrzostwach Polski wzięły udział 82 pary. W każdą środę do gdańskiej synagogi przychodzi uczyć się tej gry kilkanaście nowych osób. – Już chyba czas skończyć z myśleniem, że to elitarna rozrywka dla wybranych – mówi Piotr Suchodolski. – Każdy może grać. – I że trzeba mieć na nią dużo czasu – mówi Jacek Kuziemski. – Uczysz się, masz wolną chwilę, wchodzisz na stronę i grasz. Jest XXI wiek, nie potrzebujesz trzech znających się na rzeczy znajomych i umawiania się przez tydzień. Siadasz przed komputerem i grasz. Raz trafisz na początkującego, innym razem możesz zmierzyć się z mistrzem. – Wystarczy powiedzieć „Łosiu, licz do trzynastu!” – przypomina Roman Rudnicki. Małgorzata Gradkowska Karty na stół, a potem z powrotem do pudełka W brydżu sportowym są dwa podstawowe typy zawodów: mecze i turnieje. W turniejach indywidualnych gracze zmieniają partnerów po każdej rundzie, w turniejach par przez całe zawody partner pozostaje stały a w turniejach teamów grają drużyny składające się z co najmniej 4 a co najwyżej 6 zawodników tworzących podczas kolejnych rund 2 pary. Wyniki poszczególnych rozdań i zawodów mogą być podliczane na wiele sposobów, z których najbardziej typowe to turnieje na zapis maksymalny („maksy”) i mecze na punkty meczowe („IMPy”). W odróżnieniu od brydża towarzyskiego, zwanego fachowo robrowym, gra się na założenia określone przez pudełko rozdaniowe. W czasie rozgrywki każdy z zawodników wykłada kolejno zagrywane karty przed sobą, a nie na środku stołu, jak w brydżu robrowym. Po zakończeniu rozdania karty wkładane są z powrotem do pudełek rozdaniowych tak, aby to samo rozdanie mogło być rozegrane na innych stołach turnieju lub na drugim stole meczu

Czytaj więcej: https://dziennikbaltycki.pl/w-jakiej-sportowe-dyscyplinie-polska-jest-swiatowa-potega-w-brydzu/ar/611931/4

 

Brak możliwości komentowania.